poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Targi EuroGastro 2011

Aż wstyd, że mam taki poślizg z dodaniem tego posta. No ale w końcu wzięłam się za siebie i piszę, bo warto wspomnieć o tych Targach. Może ktoś za rok zdecyduje się je odwiedzić... :)

Dzięki uprzejmości jednej z blogowiczek (Olasz - dziękuję :) ) oraz firmie Makro udało mi się odwiedzić XV Międzynarodowe Targi Gastronomiczne EuroGastro 2011 zorganizowane w Warszawie. Tutaj można przeczytać więcej szczegółów dotyczących tych Targów. Impreza skierowana jest głównie do osób zajmujących się zawodowo gastronomią, jednak również dla zwykłego wielbiciela gotowania znalazło się trochę atrakcji.

Przede wszystkim odwiedziłam stanowisko Makro, gdzie odbyła się premiera Gastrobusa (co można obejrzeć tutaj), a także miały miejsce różne pokazy kulinarne i poczęstunki. Bardzo sympatyczna pani baristka pokazała nam jak zdobić kawę:

Cały czas wokół nas rozdawano bardzo smakowite przekąski:

A kucharze Makro prowadzili pokazy gotowania, a ich dzieła były dostępne do konsumpcji.

Ale żeby nie było... nie siedziałam tylko na stoisku Makro. Razem z Atrią C. z bloga Ziołowy Zakątek zwiedziłyśmy calutką halę wystawową i namiot hiszpański umieszczony poza nią. Ja przede wszystkim zachwycałam się wszechobecną, piękną zastawą stołową. Ile bym dała by chociaż część z tego móc posiadać we własnej kuchni.


Trafiłyśmy również na pokazy carvingu. Byłam pod wielkim wrażeniem tego co można wyczarować ze zwykłych arbuzów i melonów.


Widziałyśmy hamburgery z dodatkiem chipsów, warzywa siekane tarką Boerner'a,...


... a także dekoracje z czekolady, których twórca na wszelkie sposoby przekonywał pewną panią, że one naprawdę są z czekolady, a nie z czegoś sztucznego.



Na targach była możliwość zakupu pewnych sprzętów w cenie niższej niż normalnie. Strasznie żałowałam, że moje finanse były ograniczone, ponieważ nie często można kupić roboty Kenwooda (m.in. kMix oraz Major Chef) w cenie o 50% niższej. Wielka szkoda... ale cóż, może za rok też się wybiorę i też będzie taka możliwość. :)

I jeszcze więcej pięknej zastawy stołowej:


W namiocie hiszpańskim przede wszystkim można było spróbować wielu rodzajów hiszpańskiej oliwy z oliwek, a także samych oliwek. Oliwy były bardzo różnorodne, od tych delikatnych w smaku do bardziej intensywnych i "ostrzejszych". Niestety żadnej nie można jeszcze kupić w Polsce. Wizyta przedstawicieli w Polsce ma dopiero doprowadzić do dystrybucji ich na terenie naszego kraju, ale pewnie i tak nie będą w ogólnodostępne, raczej będą używane w restauracjach. A szkoda, wielka szkoda... bo niektóre bardzo mi smakowały. W namiocie hiszpańskim swoje stanowiska miały również polskie sery. Ser prezentowany na zdjęciu poniżej ( ten w dużych krążkach) to Szeneker. Próbowałam kawałek, który leżakował 3 lata. Był naprawdę wspaniały, bardzo intensywny w smaku - po prostu pyszny. Jest to produkt pochodzący ze Spółdzielni Mleczarskiej w Skarszewach, do której niestety mam za daleko, by móc go normalnie kupić. Już nie mogę się doczekać chwili, gdy będzie można go kupić przez internet. A podobno już niedługo :)


Miałyśmy też okazję przyglądać się kulinarnym pokazom dotyczącym kuchni francuskiej. Oczywiście przygotowane potrawy można było degustować, co sprawiało że całość była podwójnie atrakcyjna. :)

Sałatka z roszponki, foie gras i orzeszków piniowych, z sosem balsamicznym.


Przekąska z pieczonych papryk i pasty z serka koziego, na roszponce.


Flambirowana w koniaku przepiórka, na zielonej soczewicy.


Na koniec chciałam podziękować Atrii C. z Ziołowego Zakątka, z którą bardzo miło spędziłam na targach czas. A także dziękuję jej za możliwość użycia kilku jej zdjęć w swoim poście.

sobota, 9 kwietnia 2011

Kuih Kodok

Szukałam czegoś smacznego i szybkiego na malezyjski weekend. Po pierwsze nie miałam czasu na długie przygotowania, a po drugie nie miałam czasu na wizyty w sklepie w poszukiwaniu brakujących składników. Moim znaleziskiem są pyszne placuszki bananowe. Przepis pochodzi z tej strony. Placuszki są naprawdę bardzo smaczne. I przyrządza się je w kilka minut.

Składniki (na 14-15 małych placuszków):

3 duże dojrzałe banany

1.5 szklanki mąki

1.5 łyżki cukru

1 jajko

odrobina wody

olej do smażenia

Banany obieramy i ręcznie dzielimy na małe kawałeczki. Do bananów dodajemy mąkę, cukier i jajko, a także odrobinę wody i ucieramy do otrzymania w miarę jednolitego ciasta (choć u mnie były drobne grudki nieroztartych bananów. Na patelni rozgrzewamy 1- centymetrową warstwę oleju, wykładamy na olej placuszki przy użyciu łyżki i smażymy z obu stron do otrzymania brązowo-złotego koloru. Po usmażeniu odsączamy na ręcznikach papierowych.



Przepis dodaję do akcji "F1 od kuchni":

F1 od kuchni

piątek, 8 kwietnia 2011

Mango lassi - podejście pierwsze

Ostatnio robiąc zakupy na okolicznym bazarku widząc stertę owoców mango naszła mnie wielka ochota na wypicie mango lassi. Oczywiście czym prędzej kupiłam mango i stwierdziłam, że koniecznie muszę je zrobić w domu. Moje rozczarowanie było wielkie, gdy okazało się, że zakupione przeze mnie mango było zgniłe w środku i nie nadawało się do niczego innego niż odwiedzenie kosza na śmieci. Jednak nie poddałam się i przy następnych zakupach zaopatrzyłam się w kolejne mango. Tym razem wszystko było z nim w porządku i udało mi się stworzyć pyszny napój. A teraz kilka słów wprowadzenia...

Lassi to hinduski napój na bazie jogurtu. Jest idealny na upalne dni, świetnie chłodzi i orzeźwia. Zazwyczaj podawany jest w wersji słonej, czasem też lekko pikantnej. Jednak istnieją również wersje słodkie tego napoju. Należą do nich lassi z wodą różaną (mithi lassi) oraz lassi z owocami, m.in. mango.


Składniki:

1 mango

1 szklanka gęstego jogurtu naturalnego

0.5 szklanki mleka

szczypta kardamonu

opcjonalnie: kruszony lód

Mango obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. Dodajemy do niego zimny jogurt oraz zimne mleko, doprawiamy kardamonem i miksujemy. Opcjonalnie można zmiksować je również z lodem, choć ja tego nie robiłam.

To moje pierwsze podejście do lassi. Na pewno będzie ich więcej, bo chciałabym kilka wersji przetestować. Następna wersja będzie miała podwójną ilość mango, bo lubię jak mango bardzo czuć w napoju.


Przepis dodaję do akcji kulinarne "Z widelcem po Azji" organizowanej przez Kuchnię Ireny i Andrzeja.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Tagliatelle w sosie pomidorowym z papryką i granulatem sojowym

Wiem, wiem... powiecie, że znowu granulat sojowy. Akurat jakoś się tak złożyło, że kilkakrotnie przyrządziłam danie z tym produktem. Mi bardzo smakuje, jednak dla osób bardziej sceptycznych i jedzących mięso można zastąpić go z powodzeniem mięsem mielonym (ale najlepiej jakimś niezbyt tłustym). Bardzo smaczny pomysł na makaron.

Czytając komentarze i rozmawiając z kilkoma osobami zorientowałam się, że wiele osób nie ma pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak granulat sojowy czy kostka sojowa. Kotlety sojowe większość osób zna, lecz inne produkty tego typu są nieznane. Dlatego postanowiłam dopisać tutaj kilka słów na ich temat.

Granulat sojowy, możemy spotkać również pod nazwą soji granulowanej czy proteiny sojowej granulowanej. Jak sama nazwa wskazuje jest to proteina sojowa w postaci drobnych granulek, które przygotowuje się poprzez ugotowanie w wodzie lub lekkim bulionie. W formie ugotowanej można zastosować ją jako zamiennik mięsa mielonego i przygotować kotlety mielone lub wykorzystać ją jako składnik sosów, zapiekanek warzywnych, czy też znaleźć jej inny sposób wykorzystania. Granulat sojowy bez problemu znajdziemy w sklepach z żywnością ekologiczną czy też wegetariańską, choć mi udało się nawet trafić na nią w supermarkecie, tuż obok kotletów sojowych. Tutaj link do granulatu sojowego, jako przykład jak on wygląda.

Kostka sojowa, zwana czasem po prostu proteiną sojową ma kształt małych kostek (kawałki mniej więcej wielkości jak do gulaszu). Tutaj link do tego jak taka kostka wygląda. Przygotowujemy ją w ten sam sposób jak granulat sojowy. Można ją zastosować jako zamiennik mięsa w tradycyjnym gulaszu lub znaleźć jej inne zastosowanie. Ja kostkę sojową dodaję głównie do makaronów. Tutaj kilka przykładów dań z jej wykorzystaniem:

Makaron w sosie pomidorowo - paprykowym z kostką sojową


Fusilli z kostką sojową w czerwonym pesto


Kostka sojowa w sosie paprykowym z oliwkami i suszonymi pomidorami

Spaghetti w sosie pomidorowo - sojowym

Kostka sojowa w pomidorach z kukurydzą

Ja ostatnio wykorzystuję kostkę sojową i granulat sojowy firmy EkoProdukt, pochodzącej z Republiki Czeskiej, zakupione w Polsce w sklepie z żywnością ekologiczną. Tutaj linki do tych konkretnych produktów na stronie producenta: kostka i granulat. Posiadają jeszcze kilka innych produktów, których w Polsce nie widziałam. Mam nadzieję, że kiedyś przy okazji wizyty u naszych południowych sąsiadów uda mi się w nie zaopatrzyć.


Składniki (na 2 porcje):

ok. 170-200 g makaronu tagliatelle

1 czerwona papryka

2/3 szklanki przecieru pomidorowego

35-40 g granulatu sojowego

oliwa z oliwek

1/3 łyżeczki wędzonej papryki

sól, cukier, ziołowy pieprz

parmezan

Czerwoną paprykę kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy i podsmażamy na niej paprykę. Granulat sojowy gotujemy według przepisu na opakowaniu, a następnie odsączamy. Odsączony granulat sojowy wrzucamy na patelnię do papryki i podsmażamy przez chwilę. Następnie zalewamy całość przecierem pomidorowym i dodajemy wędzoną paprykę. Podduszamy przez 2 minuty, a następnie doprawiamy solą, ziołowym pieprzem oraz szczyptą cukru. Mieszamy i dusimy kilka minut do lekkiego zgęstnienia sosu. Makaron gotujemy al dente i wrzucamy go na patelnię z sosem. Patelnię zdejmujemy z palnika, sos dokładnie mieszamy z makaronem. Nakładamy na talerze, posypujemy tartym parmezanem, podajemy.

piątek, 1 kwietnia 2011

Zapiekanka warzywno - sojowa

Czasem zdarza się kupować pewne warzywa i nie mieć pomysłu na ich wykorzystanie. Wtedy leżą i leżą w lodówce. W końcu nadchodzi czas, że koniecznie trzeba użyć. Wtedy dobrze jest zrobić warzywną zapiekankę. Można wykorzystać do niej większość warzyw, które mamy w lodówce, a także pieczarki, kawałki mięsa czy inne składniki dostępne w domu. Ja zrobiłam zapiekankę bezmięsna, dodałam do niej granulat sojowy, który bardzo lubię. Jednak również mięsożercy mogą ją wypróbować z małą modyfikacją, o której napiszę poniżej.

Składniki (dla 2 osób):


2 cukinie

1 żółta papryka

200 g przecieru pomidorowego (u mnie taki)

40 g granulatu sojowego

oliwa z oliwek

ziołowy pieprz, sól

1 szklanka tartej mozzarelli

Cukinie kroimy w pół centymetrowe plasterki, oprószamy po obu stronach ziołowym pieprzem, smarujemy po jednej stronie oliwą i układamy tą stroną na rozgrzanej patelni grillowej (lub grillu), grillujemy z jednej strony. Następnie smarujemy wierzchnie strony plasterków cukinii oliwą, przewracamy ją i grillujemy z drugiej strony. Zdejmujemy cukinię i odkładamy do ostygnięcia. Na patelni grillujemy pokrojoną w kostkę paprykę. Zdejmujemy, odkładamy do ostygnięcia.


W lekko osolonej wodzie gotujemy granulat sojowy zgodnie z opisem na opakowaniu. Gotowy granulat odcedzamy. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy i wrzucamy na nią granulat. Podsmażamy go przez chwilę po czym zalewamy przecierem pomidorowym. Doprawiamy solą, pieprzem ziołowym oraz suszoną bazylią. Podduszamy aż sos trochę zgęstnieje.

W natłuszczonym naczyniu do zapiekania wykładamy warstwę cukinii (połowę). Na cukinię wysypujemy paprykę. Posypujemy połową tartej mozzarelli. Następnie wykładamy całość sosu pomidorowego z granulatem sojowym, przykrywamy pozostałą cukinią i posypujemy resztą sera. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 10-15 minut.

U mnie podana z kuskusem doprawionym bazylią.



Dla mięsożerców: zamiast granulatu sojowego można zastosować mięso mielone, podsmażyć je, doprawić i zalać przecierem pomidorowym oraz poddusić - tak otrzymany sos umieścić w zapiekance.

wtorek, 29 marca 2011

Cytrynowe risotto z krewetkami koktajlowymi

Jakoś tak wyszło, że mnóstwo osób wokół mnie robiło ostatnio risotto. Oglądałam zdjęcia, czytałam przepisy i z każdym kolejnym miałam coraz większą chęć na zjedzenie risotto. Pozostało tylko zdecydować się z czym to risotto przyrządzić. Padło na krewetki koktajlowe i cytrynę. To bardzo smaczny zestaw i w risotto sprawdził się doskonale.


Składniki (na 2 porcje):

150 g ryżu arborio

120-150 g krewetek koktajlowych (u mnie mrożone)

1 cebula

0.5 szklanki białego wina (u mnie półwytrawne)

ok. 2 szklanek bulionu (u mnie drobiowy)

2 łyżki masła

0.5 cytryny

pieprz ziołowy

parmezan

Cebulę obieramy i siekamy w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewamy połowę masła i podsmażamy na nim cebulę. Następnie wrzucamy na patelnię ryż i podsmażamy go aż wchłonie masło z patelni (cały czas mieszając), po czym całość zalewamy winem. Patelnię trzymamy na małym ogniu i podgrzewamy aż ryż wchłonie wino. Następnie wlewamy po chochelce ciepły bulion, za każdym razem oczekując aż poprzednia porcja zostanie wchłonięta.



Krewetki wykładamy na sitko, przelewamy chłodną wodą pozbywając się lodowej glazury i lekko je rozmrażając. Następnie zostawiamy na sitku to odcieknięcia

Przed dodaniem ostatniej chochelki bulionu dodajemy na patelnię krewetki, sok z połowy cytryny oraz otartą skórkę z tej połówki cytryny, lekko doprawiamy pieprzem ziołowym. Po wchłonięciu ostatniej chochelki bulionu ryż powinien być al dente. Patelnię zdejmujemy z ognia, dodajemy pozostałe masło i parmezan, mieszamy. Przykrywamy na minutę. Po minucie nakładamy.

poniedziałek, 28 marca 2011

Ślimaki z ciasta francuskiego z serem i bazylią

Jakie przekąski jecie np. do piwa? W pubach najczęściej dostępne są paluszki lub orzeszki, czasem chipsy. Ja przygotowałam przekąskę, która do piwa nadaje się znakomicie. Ale nawet bez alkoholu jest świetna. I ma jedną ważną zaletę - przyrządza się ją szybko i prosto.

Składniki:

1 opakowanie ciasta francuskiego

1 szklanka drobno startego żółtego sera

suszona bazylia

ziołowy pieprz

Płat ciasta francuskiego kroimy w paski równolegle do krótszego boku. Każdy z pasków posypujemy suszoną bazylią, ziołowym pieprzem i tartym serem. Lekko dociskamy do ciasta. Każdy pasek rolujemy, a następnie otrzymany wałek kroimy nożem w plasterki o grubości ok. pół centymetra. Otrzymane w ten sposób ślimaki układamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Pieczemy w 180 stopniach przez 7-8 minut.

Na zdjęciu kilka malutkich ślimaków.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...