Polecono mi do wypróbowania przepis opublikowany na forum cincin przez Marghe.
Składniki (mi z nich wyszły 4 super cienkie pizze):
400 g mąki (u mnie była pszenna Lidlowa 650)
25 g drożdży
250 ml letniej wody wody
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
oliwa
Mąkę przesiewamy razem z solą (tego w przepisie nie było, ale pomyślałam że nie zaszkodzi ją przesiać). Drożdże rozpuszczamy w letniej wodzie, a następnie dodajemy do nich cukier. Wodę z cukrem i drożdżami wlewamy do miski z mąką i drewnianą łyżką całość mieszamy. Następnie wykładamy ciasto z miski na oprószoną mąką stolnicę i wyrabiamy. W razie potrzeby dodajemy jeszcze trochę mąki (jeśli ciasto będzie za bardzo się kleiło). Gdy ciasto będzie wyrobione, wkładamy je do nasmarowanej oliwą miski i samo ciasto też pędzelkiem lekko smarujemy oliwą. Przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut, by ciasto wyrosło.
Do tego momentu wszystko szło świetnie. Wyrobiłam ciasto, naoliwiłam, wrzuciłam do miski, przykryłam ściereczką i włożyłam pod kaloryfer w pokoju do wyrośnięcia (to jest dobre miejsce, bo naprawdę jest tam cieplutko). Po przewidzianym czasie (pół godziny) wyjęłam ciasto spod kaloryfera i w misce postawiłam w kuchni na stolnicy. I w tym momencie totalnie zgłupiałam bo nie wiedziałam co mam robić. Chciałam podzielić porcję ciasta, żeby mieć dwie cienkie pizze, ale nie wiedziałam czy mam je podzielić, ponownie wyrobić i odstawić znowu do rośnięcia czy tylko podzielić, odgazować i już piec. No i tak siedziałam rozmawiając z różnymi osobami na ten temat. Z każdą chwilą miałam coraz większy mętlik w głowie. W ten sposób minęło kolejne pół godziny podczas których ciasto sobie rosło i rosło.
Ostatecznie podzieliłam ciasto na pół, odgazowałam i wyszło na to, że muszę iść do sklepu po mozzarellę. No a ciasto rośnie... W tej sytuacji spanikowana totalnie dostałam poradę by owinąć je folią i wrzucić do lodówki. I tak właśnie zrobiłam. Dwie kulki ciasta wylądowały w lodówce, a ja poleciałam do sklepu. Wróciłam po 30 minutach. Okazało się, że ciasto w lodówce jeszcze trochę wyrosło, więc podzieliłam ponownie na 2 części każdą z kul, odgazowałam trochę i pod ściereczką dałam im odpocząć przez parę chwil.
W międzyczasie został włączony piekarnik, ale nie było już czasu na grzanie kamienia do pizzy, więc trzeba było piec na blaszce. Niestety ktoś mi poradził by blachę grzać razem z piekarnikiem. A potem od innych osób (w tym od Panny Malwinny, która bardzo mnie w tym pieczeniu wspierała) usłyszałam, że powinnam kłaść pizzę nie na taką gorącą blachę i że wiele osób kładzie na zimną blachę ciasto i dopiero wkłada do gorącego piekarnika. To był pierwszy moment gdy chciałam to wszystko zostawić i zrezygnować z pieczenia pizzy. Ale Malwinna mnie wspierała, więc ostatecznie wyjęłam blachę z piekarnika i wyniosłam na balkon by ostygła. Tak samo zrobiłam jeszcze z innymi blaszkami. Gdy blachy stygły, piekarnik się grzał... ja zaczęłam wałkować i rozciągać ciasto. To była kolejna chwila gdy chciałam zrezygnować. Byłam tak zdenerwowana, że za nic nie mogłam rozwałkować i rozciągnąć tego ciasta do pożądanego kształtu. A już zamiast dwóch pizz miałam 4. Ostatecznie udało mi się jakoś uformować ciasto w naoliwionej blaszce i pierwsza pizza była gotowa by nakładać na nią wierzch. Nałożyłam składniki, wrzuciłam do piekarnika i upiekłam. Wyszła smaczna, więc trochę się uspokoiłam i trzy pozostałe było już łatwiej formować.
Ostatecznie każda pizza piekła się około 7-8 minut w piekarniku rozgrzanym do jakichś 250-260 stopni. Na szczęście każda wyszła smaczna.
Do moich pizz zastosowałam sos Petera Reinharta, opublikowany na forum cincin przez Małgosimi. Był naprawdę świetny i wiem, że przy następnych pizzowych próbach też go wykorzystam.
Składniki (na 4 pizze):
1 puszka pomidorów pokrojonych w kostkę
1 łyżka octu balsamicznego
duża szczypta świeżo zmielonego czarnego pieprzu
0.5 łyżeczki suszonej bazylii
0.5 łyżeczki suszonego oregano
0.5 łyżki czosnku granulowanego (lub 2 duże ząbki czosnku, posiekane lub zmiażdżone)
0.5 łyżeczki soli
Pomidory odsączamy by nie było nadmiaru płynu, mieszamy je z pozostałymi składnikami. Nie należy podgrzewać.
Ostatecznie zastosowałam następujące rodzaje dodatków:
1. pizza hawajska (szynka i ananas)
2. pizza z paprykowym salami i papryczkami jalapenos
3. pizza z kurczakiem i ananasem
4. pizza z paprykowym salami, papryczkami jalapenos i kukurydzą
Całość moich zmagań dodaję do akcji organizowanej przez Nette.
O ty bidulo! Ale się naszarpałaś z tymi pizzami, faktycznie...
OdpowiedzUsuńAle na pocieszenie Ci powiem, że hawajska wygląda tak apetycznie, że ja - zdeklarowany grubociastożerca - się zastanawiam nad wypróbowaniem przepisu...
No to na bogato u Ciebie z tymi pizzami Nie ma tego złego :)
OdpowiedzUsuńnono na cieniutkim cieście, pikantną z salami nie pogardzę, oj nie:) u nas dziś też pizza;D
OdpowiedzUsuńale miałaś przebojowy dzień pieczenia :D wyglądają bardzo fajnie i kolorowo, cieszę się, że Ci się udały :-)
OdpowiedzUsuńi super wyszły;) na pewno ten wypiek zapamiętasz do końca życia, ale takie przygody w kuchni zdarzają się wielu osobom. a efekt super!
OdpowiedzUsuńW. mówi mi że bierze nr 2 i 4.
powodzenia przy kolejnych wypiekach, jak coś zawsze służe radą;)
Fajne Twoje pizzowe propozycje!:))
OdpowiedzUsuńTak to czasami w kuchni bywa, czasem luz, a czasem chaos - ale dzieki temu jest ciekawie :)
OdpowiedzUsuńA pizze wyszły super - gratulacje! :)
Tak to z ciastami drozdzowymi bywa: albo rosna za bardzo, albo wcale :) Najwazniejsze, ze pizza wyszla smaczna. Wszystkie wersje wygladaja swietnie, ale ta z salami i jalapenos jest bardzo w moim guscie!
OdpowiedzUsuńale wybor:) juz mi slinka cieknie na wszystkie smaki:)
OdpowiedzUsuńUfff... pizza z przygodami znaczy ;) Ale najwazniejsze, ze byla smaczna! No i pierwsze koty za ploty! :)
OdpowiedzUsuńTwoje propozycje wygladaja niezwykle smakowicie! U nas tez byla, '4 sery' ;)
A sos robie bardzo podobny, choc nie wiedzialam ze to pana R. bo ja sos sobie robie z glowy ;))
Pozdrawiam serdecznie!
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło Shinju! Pizza się upiekła, i to w ilu smakach!
OdpowiedzUsuń