Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzyby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzyby. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 maja 2014

Azjatycki makaron jajeczny z boczniakami

Jeśli chodzi o grzyby jestem totalnym laikiem. Nie zbieram, bo zupełnie się na nich nie znam. Świeże leśne grzyby nie lądują też zbyt często wśród moich zakupów - nie znam się, nie mam zaufania do sprzedawców. W związku z tym w mojej kuchni najczęściej pojawiają się grzyby ogólnie dostępne: pieczarki białe i brązowe, portobello, suszone grzyby azjatyckie, a także ostatnio boczniaki. Boczniaki w chwili obecnej można kupić już w coraz większej ilości sklepów, a jeśli ktoś dysponuje chłodnym miejscem to może je sobie samodzielnie uprawiać dzięki zestawom do uprawy. 

Boczniaki możecie zwyczajnie usmażyć w panierce jak kotlety, przygotować z nich zupę podobną do flaków lub wykorzystać je w wielu innych smacznych potrawach. Ja chciałabym pokazać Wam dzisiaj makaron jajeczny z woka z boczniakami i azjatyckim sosem. Danie proste i szybkie w przygotowaniu. W wersji prezentowanej przeze mnie sos jest pikantny, lecz lekko słodkawy. Jeżeli ktoś nie przepada za takim smakiem to bez problemu można zmniejszyć ilość dodanego cukru. Nie rezygnujcie jednak z niego całkowicie, bo jest ważnym dodatkiem równoważącym smak octu ryżowego. 

Noodle jajeczne z boczniakami

piątek, 5 lipca 2013

Sajgonki

Sajgonki. Ta niezwykle popularna przekąska, która w naszym jadłospisie pojawiła się w latach 90-tych nadal ma wielu wielbicieli. Ja również należę do wielbicieli sajgonek :) Bardzo długo zwlekałam z tym by spróbować zrobić je samodzielnie. Papier ryżowy miałam, grzyby mun i makaron chiński również, a mimo to nie mogłam się za to zabrać. Aż do teraz :) 

Przejrzałam sporo przepisów, na farsz do sajgonek i zdecydowałam się przygotować taki usmażony wcześniej. W przyszłości z pewnością zrobię całkowicie surowy farsz - tak jak powinno być w prawdziwych wietnamskich sajgonkach :) A na razie zapraszam Was do spróbowania tego, który przygotowałam. 


Składniki:

250 g mielonej wieprzowiny
2 ząbki czosnku, pokrojone w cienkie plasterki
1 marchewka, starta na małych oczkach tarki
1 czerwona cebula, pokrojona w kostkę
6 grzybów mun
50 g makaronu chińskiego z fasoli mung
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka sosu rybnego
1 pęczek natki pietruszki, posiekane liście
1 jajko
14-16 arkuszy papieru ryżowego
olej do smażenia

Grzyby mun zalewamy gorącą wodą i odstawiamy do namoczenia na 15 minut. Po tym czasie odsączamy i kroimy w cienkie paseczki

Na patelni rozgrzewamy dwie łyżki oleju i szklimy na nim cebulę z czosnkiem. Następnie dodajemy marchewkę oraz mięso. Smażymy aż mięso całkowicie straci różowy kolor. 

Makaron zalewamy wrzącą wodą i moczymy pod przykryciem przez 3 minuty. Odsączamy. Wykładamy na deskę i  kroimy szybko na nieco mniejsze kawałki.

Do usmażonego mięsa dodajemy pokrojone grzyby mun, a po trzech minutach pokrojony makaron oraz sos sojowy i sos rybny. Całość mieszamy i trzymamy na ogniu jeszcze przez 2 minuty. Mieszamy z posiekaną natką pietruszki. Odstawiamy do przestygnięcia. 

Ostudzony farsz mieszamy z jajkiem.

Szerokie, niezbyt wysokie naczynie napełniamy gorącą wodą (ja użyłam do tego patelni). W gorącej wodzie maczamy przez kilka sekund arkusz papieru ryżowego - papier ryżowy zmięknie. Miękki papier wykładamy na deskę. Na brzegu arkusza (2-3 cm od brzegu) wykładamy nieco przygotowanego farszu. Przykrywamy go papierem ryżowym (tą pozostawioną 2-3 cm częścią). Następnie boki składamy do środka, a resztę zwijamy jak krokieta. Odkładamy na bok i czynności powtarzamy z pozostałymi arkuszami papieru ryżowego. 


W  głębokiej patelni lub woku rozgrzewamy olej. Ja nalałam tyle by sięgało do połowy wysokości sajgonki. Sajgonki przekładamy do gorącego oleju i smażymy z obu stron aż osiągną złoty kolor. Podajemy z ulubionym sosem. 

sobota, 29 czerwca 2013

Risotto z brązowymi pieczarkami i serami

Po raz kolejny po smażonym makaronie z brązowymi pieczarkami oraz faszerowanych grzybach portobello zapraszam Was na danie z mniej popularną odmianą pieczarek. Tym razem odmianę brązową wykorzystałam do przygotowania risotto. Aby je nieco urozmaicić dodałam nieco pleśniowego sera poza zwyczajową porcją sera twardego. 

Pamiętajcie jednak, że z serem pleśniowym nie można przesadzić w takim daniu jak risotto - jego smak jest dość intensywny i bardzo łatwo może przytłoczyć smak innych składników.

Składniki (2 porcje):

150 g ryżu arborio
1 cebula, pokrojona w drobną kostkę
10-12 brązowych pieczarek (ew. można zastąpić białymi)
600 ml bulionu
100 ml białego wytrawnego wina
35 g sera pleśniowego (u mnie Lazur złocisty), pokrojonego w drobną kostkę
50-60 g twardego sera (np parmezanu, u mnie bursztyn), startego
2.5 łyżki masła
sól

Nóżki pieczarek drobno siekamy. Kapelusze kroimy w 0.5 centymetrowe plastry, a następnie każdy z plastrów na pół.

W głębokiej patelni lub rondlu rozgrzewamy 1.5 łyżki masła. Na maśle szklimy cebulę, a następnie dodajemy pokrojone pieczarki. Pieczarki smażymy aż lekko zbrązowieją. Dodajemy ryż. Gdy ziarenka ryżu zaczną być szkliste wlewamy wino.

Ryż podgrzewamy na średnim ogniu. Gdy wino zostanie wchłonięte przez ryż dodajemy pierwszą porcję bulionu. Bulion dodajemy w porcjach 80-100 ml, kolejną porcję dopiero wtedy gdy poprzednia zostanie pochłonięta przez ryż. Wraz z ostatnią porcją bulionu dodajemy ser pleśniowy.

Gdy bulion zostanie wchłonięty, a ser się rozpuści zdejmujemy patelnię/rondel z ognia. Doprawiamy delikatnie do smaku solą (pomijamy jeśli używaliśmy słonego bulionu i sera). Dodajemy starty twardy ser oraz łyżkę masła. Mieszamy i odstawiamy na 1-2 minuty na bok.

wtorek, 25 czerwca 2013

Portobello faszerowane serem korycińskim, szynką i pomidorami

Wczoraj zaprezentowałam Wam przepis na smażony makaron z brązowymi pieczarkami kupionymi podczas pikniku dotyczącego dobrej żywności. Na tym samym pikniku kupiłam również grzyby portobello. Pierwotny plan przewidywał wykorzystanie jako głównego składnika wegetariańskich burgerów, ale zmieniłam zdanie - postanowiłam je nafaszerować. Wiedziałam, że chcę wykorzystać posiadany ser koryciński oraz chutney z zielonych pomidorów. Jako inspirację wykorzystałam przepis znaleziony na blogu u Thiessy, który przerobiłam do swoich potrzeb. 

Składniki:

3 grzyby portobello
80 g sera korycińskiego, pokrojonego w niewielką kostkę
4-5 plastrów szynki dojrzewającej, porwane na mniejsze kawałki
3 łyżeczki pomidorowego chutney'a (u mnie Ostry zielony pomidor od Luks Pomady)
1 średnia czerwona cebula, pokrojona w piórka
1 ząbek czosnku, pokrojony w cienkie plasterki
8 łyżeczek oliwy
sól, pieprz

Grzyby portobello pozbawiamy nóżek. Dokładnie czyścimy, myjemy, osuszamy. Z wierzchu smarujemy przy pomocy pędzelka każdy z kapeluszy łyżeczką oliwy. Do środka każdego z grzybów wlewamy również po łyżeczce oliwy. Doprawiamy solą i pieprzem środek grzybów. Grzyby układamy w foremce wyłożonej folią aluminiową blaszkami do góry i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy przez 7 minut, a następnie odwracamy blaszkami do dołu i pieczemy kolejnych 7 minut. 

Na patelni rozgrzewamy pozostałe 2 łyżeczki oliwy i szklimy na niej cebulę z czosnkiem. Następnie dodajemy porwane plastry szynki i podsmażamy przez 30 sekund. Zawartość patelni przekładamy do miski z pokrojonym w kostkę serem i dokładnie mieszamy.

Gdy skończymy pieczenie grzybów portobello blaszkami wyjmujemy blaszkę z piekarnika. Na wierzch blaszek wykładamy po łyżeczce pomidorowego chutney'a. Na chutney'u rozkładamy farsz szynkowo-serowy. Ponownie wstawiamy grzyby z farszem do piekarnika i zapiekamy jeszcze 3-4 minuty. 


czwartek, 27 grudnia 2012

Uszka z grzybami

Czas świąteczny to moment, gdzie w wielu domach trwają chaotyczne przygotowania. Teraz jesteśmy już po wszystkim, zapanował spokój. Doszłam do wniosku, że nie będę dołączała do blogowiczów pokazujących w ostatniej chwili przepisy na potrawy wigilijne. Zaprezentuję niektóre potrawy teraz i w ciągu roku, na spokojnie - w internecie nie zginą i może komuś się przydadzą :) Z resztą część potraw można przygotowywać nie tylko podczas Bożego Narodzenia.

W tym roku po raz pierwszy zdecydowałam się na samodzielne wykonanie uszek z grzybami. Szczerze mówiąc wyszło dużo lepiej niż myślałam :) Uszka były lekko koślawe i jak to oceniła moja mama "każdemu nadałam osobisty charakter". Jednak smakują świetnie i żadne uszko nie rozpadło się w czasie gotowania, co uważam za spory sukces przy pierwszym podejściu :) Dzielę się przepisem bo wyszło pysznie i myślę, że skoro mi się udało je ulepić to każdemu się uda :) Już niedługo mam w planach zmierzenie się z farszem mięsnym i przygotowanie uszek z mięsem.


Grzybowy farsz do uszek:

60 g suszonych grzybów (u mnie borowiki)
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
sól, pieprz

Suszone grzyby przebieramy, wrzucamy na sito. Pozbywamy się piasku i innych drobinek. Następnie zalewamy je gorącą wodą, przykrywamy i odstawiamy do namoczenia na co najmniej dwie godziny (ja zostawiłam je na całą noc). Namoczone grzyby gotujemy przez 30-35 minut w wodzie z moczenia. Wykładamy na sito i dokładnie odsączamy. (Wodę z gotowania grzybów możemy zachować i wykorzystać - np do grzybowej kapusty, na którą przepis wkrótce.)

Cebulę kroimy bardzo drobno (naprawdę bardzo drobno...). Odsączone, ugotowane grzyby kroimy drobno (można je też potraktować malakserem lub zmielić w maszynce). Na patelni rozgrzewamy dwie łyżki masła i szklimy na nim cebulę. Następnie dodajemy pokrojone grzyby oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Podsmażamy przez 3-4 minuty. Doprawiamy solą i pieprzem. Farsz powinien być suchy by uszka nam się nie porozklejały. Odstawiamy do przestygnięcia.

Ciasto na uszka
(z przepisu Bajaderki)

2.5 szklanki mąki pszennej (szklanka 250 ml)
1 szklanka wrzącej wody
szczypta soli
1 łyżka twardego masła
1 żółtko

Mąkę mieszamy z solą. Dodajemy do niej masło i siekamy do uzyskania grudek (można w malakserze). Zalewamy wrzątkiem i miksujemy (lub wyrabiamy ręcznie) przez około 5 minut aż otrzymamy gładkie ciasto. Odstawiamy do ostygnięcia.

Żółtko lekko ubijamy i dodajemy do chłodnego ciasta. Mieszamy żółtko z ciastem. (Jeśli robimy to ręcznie - ja tak robiłam - konieczne będzie podsypywanie mąką bo ciasto będzie się kleić. Jeśli robimy to maszynowo to żółtko dobrze miesza się z ciastem bez dodatku mąki) Ciasto przykrywamy i odstawiamy do lodówki co najmniej na godzinę (a w gruncie rzeczy im dłużej tym lepiej).

Ciasto po czasie spędzonym w lodówce dzielimy na mniejsze części. Każdą z nich rozwałkowujemy. Rozwałkowane ciasto kroimy na kwadraty lub wykrawamy kółka kieliszkiem. Na środek każdego kawałka nakładamy odrobinę farszu, sklejamy boki tworząc pierożka. Następnie sklejamy ze sobą dwa wierzchołki tworząc uszko.





poniedziałek, 17 grudnia 2012

Świąteczne gotowanie z Kurtem Schellerem

Nie minął nawet miesiąc od przyrządzania gęsiny, a mogłam ponownie wziąć udział w kulinarnych warsztatach prowadzonych przez znanego w Polsce szefa kuchni - Kurta Schellera. Tym razem zostałam zaproszona na świąteczne warsztaty kulinarne zorganizowane przez firmę Makro w ich Akademii Efektywnej Przedsiębiorczości. na warsztatach pojawiło się sporo znanych mi blogerek i blogerów, a także kilka do tej pory nieznanych, sympatycznych osób :)



Zwyczajowo na warsztatach przywitał nas szef Grzegorz Kazubski, jednak tym razem kuchnia należała do Kurta Schellera prowadzącego warsztaty.

 


Wraz z szefem przygotowaliśmy cztery potrawy, odmienne od tego co zwykle jadamy w święta, lecz zawierające składniki pojawiające się w tym czasie w kuchni u każdego z nas: grzyby, pieczone mięso, rybę, pomarańcze i korzenne przyprawy. W gotowaniu pomagał nam znany z dotychczasowych warsztatów kulinarnych w Makro szef Piotr Kraśkiewicz, a także młody kucharz z AEP Makro, którego imienia nie znam, jednak bardzo intensywnie pomagał wszystkim na strefie warsztatowej krążąc między stanowiskami. Ta pomoc szczególnie przydawała się w momentach gdy czuliśmy się nieco zagubieni tempem prowadzenia warsztatów :)

Ja gotowałam w parze z Olą z bloga 2smaki. Bardzo przyjemnie nam się gotowało. Dziękuję Olu za wspólne gotowanie :)



Wszystkie cztery potrawy przygotowywaliśmy przemiennie, dlatego momentami wdawał się w naszą pracę chaos. Jednak ostatecznie warsztaty zakończyły się sukcesem i na naszym stole wylądowały cztery smaczne, udane potrawy. Przepisy podaję na podstawie moich notatek z pracy w trakcie warsztatów :)

Na początek przystawka czyli suflet pieczarkowo-borowikowy. Rozdzielamy białka od żółtek z czterech jajek. W rondelku roztapiamy 50 g masła, dodajemy 50 g mąki i mieszamy. Zalewamy 250 ml mleka i szybko mieszamy aż nasz sos zgęstnieje. Rondelek trzymamy na małym ogniu. Do gęstego beszamelu dodajemy pojedynczo żółtka. Kolejne żółtka dodajemy gdy poprzednie zostanie już wmieszane w masę. Następnie dodajemy pokrojone w plasterki pieczarki oraz przekrojone na pół niewielkie borowiki. Zdejmujemy z ognia, doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Oddzielone białka ubijamy na sztywno. Delikatnie, partiami mieszamy pianę z białek z masą grzybową.

 
Masa sufletowa przed i po dodaniu białek.

Kokilki smarujemy w środku rozpuszczonym masłem i wysypujemy parmezanem. Napełniamy je w 3/4 wysokości masą do sufletów. Wygładzamy powierzchnię, wycieramy krawędzie kokilki by suflet mógł urosnąć. Pieczemy 15 minut w 210 stopniach (czas i temperatura podana w oryginalnym przepisie). Podane proporcje wystarczą na 6 porcji.

Suflet borowikowo-pieczarkowy.

Suflety nigdy mnie nie porywały, więc zachwycona nie byłam. Suflet był smaczny, jednak do mnie bardziej przemówiły kolejne przyrządzone potrawy.

Po przystawce przyszła pora na pierwsze danie czyli sandwicha z pstrąga z szafranowym risotto. Tutaj szczególnie dla mnie problemem  było pozbawienie pstrąga skóry. Strasznie mi się ta ryba ślizgała i pierwszy oddzielony od skóry filet był dość poszarpany. Później Kurt Scheller pokazał mi jak najwygodniej (niezbyt ostrym nożem) odciąć skórę i dalej poszło już gładko.

Risotto było dość klasyczne w smaku. Najpierw podsmażona została posiekana drobno cebulka, następnie dodaliśmy ryż. Zeszklony ryż zalaliśmy odrobiną wina, a następnie gdy wino zostało wchłonięte - bulionem. (My w momencie gdy pierwsza partia bulionu zagotowała się odstawiliśmy garnek na bok i wróciliśmy do przygotowania risotto później, jednak Wy chcąc przygotować to danie postępujcie tak jak zwykle robi się to z risotto - czyli od razu przygotowujcie je w całości). Kolejne porcje bulionu dodajemy w momencie gdy poprzednia została wchłonięta przez ryż. W trakcie dodawania jednej z porcji bulionu dodajemy też kilka nitek szafranu. Gdy ryż osiągnie formę al dente, a konsystencja będzie lekko klejąco-lejąca się dodajemy do  risotto masło. (Normalnie dodaje się również parmezan, jednak tutaj z niego zrezygnowaliśmy, ponieważ podaliśmy risotto do ryby).

W trakcie przygotowywania szafranowego risotto  

Pstrąg. Filety z pstrąga pozbawiliśmy skóry. Na patelni rozgrzewamy masło i wrzucamy posiekaną cebulę. Gdy się odrobinę podsmaży wkładamy filety z pstrąga, podlewamy winem (lub winem i wywarem warzywnym). Na wierzch kładziemy wiórki masła, patelnię przykrywamy folią aluminiową. Na malutkim ogniu pozwalamy rybie lekko pyrkotać, od czasu do czasu polewając wierzch ryby płynem spod niej - do czasu aż ryba będzie uduszona (ok. 15 minut).



 
Moje oporządzanie pstrąga (fot. Aleksandra Krzyżanowska) oraz duszenie pstrąga w winie i maśle.

Danie podajemy następująco: układamy na talerzu filet z pstrąga, na niego wykładamy risotto, przykrywamy drugim filetem. Wierzch możemy polać sosem balsamico. Bardzo mi smakowało to danie. Naprawdę było pyszne.

Sandwich z pstrąga i szafranowego risotto.

Drugim daniem głównym była pieczona wieprzowina z puree ziemniaczanym i gotowaną gruszką. Kawałek schabu obsmażyliśmy z obu stron i zdjęliśmy z patelni. Na patelni obsmażyliśmy cebulę i czosnek i przełożyliśmy do miseczki. Dodaliśmy sól morską, pieprz, kminek, liść laurowy, gałkę muszkatołową, odrobinę cukru i garść świeżej, posiekanej szałwii oraz oregano. Całość wymieszaliśmy i ułożyliśmy na wierzchu obsmażonego schabu. Tak przygotowany schab piekł się w 90 stopniach aż osiągnął w środku temperaturę ok. 59 stopni.

 
Obsmażanie wieprzowiny przed pieczeniem.

Gruszkę pokroiliśmy na ćwiarki, usunęliśmy gniazda nasienne i ugotowaliśmy w wodzie z dodatkiem kory cynamonu i soli. Ja podałam je dodatkowo polane sosem balsamico - wspaniale to razem współgrało.

Pyszne, gotujące się gruszki.


Upieczoną wieprzowinę podaliśmy z ugotowaną gruszką oraz ziemniaczanym puree doprawionym gorczycą.

Pieczona wieprzowina na ziemniaczanym puree  oraz gotowana gruszka.

I na koniec hit warsztatów czyli deser. Przygotowaliśmy przepyszny deser - pomarańczowe trifle :) Trifle do angielski deser składający się z namoczonego w winie ciasta biszkoptowego, galaretki i kremu jajecznego. Naprawdę pyszny był ten deser. Warstwa galaretkowa była kwaskowata, krem jajeczny słodki - świetnie się to razem komponowało.

Galaretka. Proporcję podaję na podstawie materiałów dostarczonych przez Makro, bo tam są dokładne ilości:

150 ml białego słodkiego wina
50 ml brandy
100 ml soku pomarańczowego
6 goździków
1 gwiazdka anyżu
50 g cukru (my daliśmy mniej)
10 g żelatyny
6 podłużnych biszkoptów

Zagotowujemy wino z brandy, goździkami, anyżem i cukrem. Dodajemy osobno zagotowany sok pomarańczowy. Dodajemy żelatynę i rozpuszczamy ją dokładnie w płynie. Biszkopty przełamujemy na mniejsze kawałki. Do kieliszków nalewamy trochę płynu, wkładamy do niego biszkopty i lekko dociskamy by wchłonęły płyn. Następnie zalewamy resztą płynu (bez goździków i anyżu). Odstawiamy do lodówki do stężenia.


Pomarańczowy krem jajeczny - przepyszny po prostu, aż chce się go wyjadać prosto z garnka. Cztery żółtka ucieramy z 80 g cukru pudru. Następnie dodajemy 50 g mąki pszennej i dalej ucieramy. 450 ml mleka zagotowujemy z pokrojoną w julienne skórką z jednej pomarańczy. Zagotowane mleko przelewamy przez sitko do żółtek z cukrem i mąką. Przelewamy powoli, cały czas mieszając. Wymieszaną całość przelewamy ponownie do garnka i na małym ogniu, mieszając doprowadzamy do zgęstnienia kremu. Przygotowany krem zdejmujemy z kuchenki i po lekkim ostudzeniu wykładamy na galaretkę z biszkoptami. Odstawiamy ponownie do lodówki.

 
Przyrządzanie jajecznego kremu.

(Oryginalny przepis mówi również o nałożeniu warstwy dżemu lub konfitury malinowej pomiędzy galaretkę, a krem jajeczny. My to jednak pominęliśmy - wy jak chcecie to spróbujcie, ja spróbuję w domu z taką wersją.)

Gdy krem na wierzchu deseru ostygnie i stężeje dekorujemy wierzch bitą śmietaną i posypujemy wiórkami czekolady.


Zdjęcia nie podpisane przeze mnie zostały udostępnione przez firmę Makro. :) Bardzo dziękuję firmie Makro za zorganizowanie warsztatów oraz udostępnienie zdjęć.

czwartek, 8 marca 2012

Oyaku donburi - kurczak z jajkami na ryżu

Kilka dni temu rozpoczęła się akcja kulinarna dotycząca kuchni japońskiej prowadzona przez Paszczaka. Postanowiłam przy tej okazji zaznajomić się nieco z tym rodzajem kuchni, ponieważ dotychczas spośród przepisów kuchni azjatyckich te japońskie raczej omijałam. Akcja kulinarna tworzy świetną możliwość do zebrania się w sobie i poczytania trochę, a także popróbowania rzeczy tak innych od tego co jemy na co dzień.

Jeśli mówimy o kuchni japońskiej to nie da się nie wspomnieć o dashi, czyli pewnego rodzaju japońskim bulionie. Towarzyszy on nam przy okazji większości prawdziwych japońskich przepisów i zastąpienie go czymkolwiek innych spowoduje powstanie totalnie odmiennej potrawy. Dashi wykorzystywany jest nie tylko do zup... a również do makaronów, marynat, wszelkiego rodzaju sosów. Jest to jeden z tzw. składników podstawowych - tak jak nie wyobrażamy sobie kuchni włoskiej bez oliwy tak kuchnia japońska bez dashi obyć się nie może.

W obecnej chwili poza tradycyjnym płynnym dashi można zakupić je w formie proszku lub pasty, dzięki czemu można je swobodnie przechowywać i używać kiedy tylko najdzie nas ochota.

Najpopularniejszy rodzaj dashi to bulion przygotowany poprzez zalanie wodorostów kombu oraz sfermentowanej ryby bonito wodą, doprowadzenie prawie do momentu wrzenia i odcedzenie płynu. Innymi rodzajami dashi są: kombu-dashi (przygotowane poprzez moczenie glonów kombu), shiitake-dashi (przygotowane poprzez moczenie suszonych grzybów shiitake) oraz niboshi-dashi (przygotowane poprzez moczenie małych, pozbawionych głowy suszonych sardynek).

Ja przygotowałam shiitake-dashi. 5 grzybów shiitake zalałam zimną wodą (6 szklanek), moczyłam je około 3 godzin. 30 minut przed końcem do wody włożyłam kawałek wodorostu kombu (ok. 6 x 10 cm). Po tym czasie wstawiłam na mały ogień, doprowadziłam do wrzenia i wyłączyłam. Wyjęłam kombu, a grzyby trzymałam w gorącym wywarze jeszcze przez 30 minut. Następnie wywar przecedziłam. 

Część otrzymanego dashi wykorzystałam do przygotowania dania oyaku donburi, na które przepis zaczerpnęłam z książki "Podróże Kulinarne. Kuchnia Japońska". Przyznam szczerze, że próbowałam przetłumaczyć nazwę, by zobaczyć co się dokładnie pod nią kryje, ale nie za bardzo mi się udało. Otrzymałam jakieś dziwne tłumaczenie :P Danie jest bardzo specyficzne w smaku. Jest to zupełnie co innego niż dania do których jesteśmy zazwyczaj przyzwyczajeni. Myślę, że jest to ciekawy smak :)

Składniki (dla 4 osób):

1 pojedyncza pierś kurczaka

4 suszone grzyby shiitake

1 por

1/2 szklanki dashi

1/4 szklanki sosu sojowego

2 łyżki mirin

1 łyżeczka cukru

6 lekko roztrzepanych jajek (ja zmniejszyłam ilość do 4)

ok. 4 szklanek gorącego ugotowanego ryżu

świeży, posiekany szczypiorek

Pierś kurczaka kroimy w bardzo cienkie paseczki. Grzyby shiitake zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 20 minut pod przykryciem, a po tym czasie pozbawiamy trzonków, a kapelusze kroimy w paski. Białą część pora kroimy w cienkie półplasterki. Dashi, sos sojowy, mirin oraz cukier umieszczamy w dużej patelni, doprowadzamy do wrzenia. W tym momencie na patelnię wykładamy pora, grzyby oraz kurczaka i gotujemy aż kurczak ok 3 minut (lub trochę więcej, w zależności jak cienko kurczak został pokrojony). Wlewamy jajka, mieszamy, przykrywamy i na małym ogniu trzymamy przez jakieś 2-3 minuty. Wykładamy na gorący ryż, posypujemy posiekanym szczypiorkiem.


(kuchnia japonska-zaproszenie

czwartek, 15 grudnia 2011

Risotto z kurkami i wędzonym serem

Bardzo lubię wędzone sery (co ogólnie nie jest niczym dziwnym bo ogólnie uwielbiam sery). Szczególnie te nasze polskie, prosto z podnóża Tatr. W myśleniu wielu osób utarło się, że każdy wędzony ser dostępny w sprzedaży w górach to oscypek. Nic bardziej mylnego i myślę, że warto o tym wiedzieć. W sprzedaży dostępnych jest kilka rodzajów serów wędzonych nazywanych "oscypkami".

Przede wszystkim prawdziwy oscypek, o podłużnym, wrzecionowatym kształcie. Jest zrobiony z mleka owczego i został wpisany na listę chronionych produktów regionalnych. Powstaje w okresie od późniejszej wiosny do wczesnej jesieni. Jego smak jest bardzo charakterystyczny.

Kolejnym serem jest gołka - najpopularniejszy ser wśród gości tatrzańskich kurortów. Jego kształt jest walcowaty, a surowcem z którego powstaje jest przede wszystkim mleko krowie. Ten rodzaj sera najczęściej nazywany jest oscypkiem, mimo że w praktyce nim nie jest. Jej produkcja jest zbliżona do produkcji prawdziwych oscypków.

Ostatnim serem o którym warto wspomnieć jest redykołka. Ten niewielki ser, o kształcie często wrzecionowatym (lub kształcie małych zwierzątek) powstaje z resztek przetworzonego bundzu pozostałych po wytworzeniu oscypka. Kiedyś para redykołek była popularnym upominkiem.

Po więcej informacji warto zajrzeć tutaj lub tutaj.

Nawet jeśli potocznie nazywamy ser, który jemy oscypkiem - warto wiedzieć co tak naprawdę jemy :)

Składniki (na 2 porcje):

120 g ryżu arborio

3/4 szklanki kurek

wędzony ser gołka

1 średnia cebula

ok. 3 szklanek bulionu

0.5 szklanki białego wina

2.5 łyżki masła

Na patelni głębokiej lub w garnku rozgrzewamy 1 łyżkę masła. Wrzucamy na nie posiekaną drobno cebulę i szklimy. Następnie wrzucamy ryż i podsmażamy go na maśle, aż ziarnka będą przezroczyste. W tym momencie zalewamy całość winem i mieszamy aż ryż wchłonie wino. Od tego momentu po chochelce wlewamy bulion i na małym ogniu podgrzewamy od czasu do czasu mieszając. Gdy bulion zostanie wchłonięty przez ryż dolewamy kolejną porcję bulionu. Na małej patelni rozgrzewamy pół łyżki masła i podsmażamy na nim kurki. Gdy ryż będzie prawie al dente dodajemy wraz z ostatnią porcją bulionu podsmażone na maśle kurki. Kiedy ostatnia chochelka bulionu zostanie wchłonięta przez ryż, a ryż jest ugotowany al dente wyłączamy pod patelnią/garnkiem ogień, dodajemy łyżkę masła, trochę tartego sera wędzonego. Mieszamy, przykrywamy pokrywką i odstawiamy na jakieś 2 minuty.

Należy pamiętać, że wędzony ser jest dość słony w smaku. Dlatego należy dodawać go ostrożnie, by całość w połączeniu z dodanym do risotto bulionem nie stała się zbyt słona.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...