Wiele razy widziałam zdjęcia tych ciastek (a może jednak to ciasto? hmmm) w internecie. Zawsze mnie ciekawiły, jednak jakoś nigdy nie zastanawiałam szczególnie jak się je przygotowuje. Propozycja przygotowania ich w ramach wspólnego gotowania zachęciła mnie do rozejrzenia się za przepisami. Okazało się, że nie jest to takie trudne.
Klasyczny kruchy spód zdecydowałam się zastąpić spodem ciasteczkowym, którego nie trzeba piec. Początkowo chciałam przygotować oryginalną słodką wersję masy karmelowej, jednak miałam problem z wybraniem konkretnych proporcji - znalazłam sporo wersji i niektóre dość sporo się od siebie różniły. Dzięki pomocy Maggie zdecydowałam się na wersję soloną. I zdecydowanie tego nie żałuję - wyszło pysznie :) A za wersję słodką jeszcze się kiedyś wezmę :)
Razem ze mną ten smakołyk przygotowały: Maggie oraz Lejdi :) Dziękuję Wam dziewczyny :)
Ciasteczkowy spód:
200 g kruchych ciastek
100 g masła
Karmelowa masa:
(korzystając z tego przepisu)
400 g słodzonego mleka skondensowanego
4 łyżki golden syrup
1 łyżeczka soli morskiej
200 g masła
Polewa czekoladowa:
200 g czekolady
Ciastka kruszymy do postaci drobnych okruszków. Masło roztapiamy, mieszamy z pokruszonymi ciastkami. Foremkę wyłożoną papierem do pieczenia napełniamy pokruszonymi ciastkami, ugniatamy je tworząc spód do ciastka. Wstawiamy do lodówki na 30 minut.
Do szerokiego garnka przekładamy składniki masy karmelowej. Na małym ogniu cały czas mieszając rozpuszczamy masło, doprowadzamy masę do bąbelkowania nadal mieszając. Gotujemy jeszcze przez kilka minut, aż masa trochę zgęstnieje i będzie złota w kolorze. Gorącą masę wylewamy na ciasteczkowy spód, wyrównujemy. Odstawiamy do wystudzenia. Masa karmelowa powinna w tym czasie stwardnieć.
Tabliczki czekolady rozpuszczamy w miseczce umiejscowionej na garnku z gotującą się wodą. Rozpuszczoną czekoladę wylewamy na masę karmelową. Ponownie odstawiamy do ostudzenia.
środa, 14 listopada 2012
wtorek, 13 listopada 2012
Klopsiki z dymką i pieczoną papryką w sosie pomidorowo-paprykowym
Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam kolejny pomysł na smaczne klopsiki. Tym razem do środka klopsików trafił posiekany gruby szczypior od dymki, który bardzo lubię oraz marynowana, pieczona papryka bez skórki. Klasyczny sos pomidorowy, będący moim ulubionym sosem do klopsików urozmaiciłam dodatkiem pasty paprykowej. Wyszło naprawdę pysznie :)
Klopsiki (32 sztuki):
500 g mięsa mielonego (wołowina i wieprzowina)
1 niewielka cebula, drobno posiekana
1/4 szklanki posiekanego szczypiorku (u mnie szczypior od dymki)
2 papryki (marynowane, pieczone, bez skórki), pokrojone bardzo drobno
1 jajko
2 łyżki bułki tartej
sól, świeżo mielony czarny pieprz
olej
Cebulę podsmażamy na niewielkiej ilości oleju, a następnie odstawiamy do ostygnięcia. Mięso przekładamy do miski. Dodajemy do niego posiekany szczypiorek, ostudzoną cebulę oraz pokrojone papryki. Mieszamy. Do masy mięsnej wbijamy jajko, rozprowadzamy je. Dodajemy bułkę tartą, sól oraz pieprze. Całość wyrabiamy na jednolitą masę. Z otrzymanej masy formujemy klopsiki o wielkości orzecha włoskiego (mają być raczej takie małe). Na patelni rozgrzewamy olej do smażenia i obsmażamy na nim klopsiki.
Sos pomidorowo-paprykowy:
1 cebula, drobno posiekana
3 ząbki czosnku, posiekane lub przeciśnięte przez praskę
1 suszona papryczka peperoncino, rozkruszona
1 puszka (400 g) pomidorów w całości
200 ml niezbyt tłustego bulionu
2 łyżki pasty paprykowej
1 łyżka oliwy
sól, szczypta cukru, świeżo mielony czarny pieprz
ew. 1 łyżeczka mąki kukurydzianej
W garnku rozgrzewamy oliwę. Szklimy na niej posiekaną cebulę. Do zeszklonej cebuli dodajemy czosnek oraz papryczkę peperoncino i podsmażamy przez chwilę. Następnie wlewamy puszkę pomidorów, mieszamy - całe pomidory rozgniatamy widelcem. Doprawiamy solą, pieprzem i szczyptą cukru. Dusimy przez kilka minut. Następnie wlewamy do garnka bulion, dodajemy pastę paprykową. Gotujemy razem na małym ogniu przez 5 minut, po czym dodajemy do sosu podsmażone klopsiki. Na niewielkim ogniu, pod przykryciem dusimy klopsiki w sosie przez 12-15 minut. (Jeśli po tym czasie sos będzie zbyt rzadki to możemy w 1 łyżce zimnej wody rozrobić 1 łyżeczkę mąki kukurydzianej, dodać do sosu i sos zagotować.) Na koniec próbujemy sos i ewentualnie dodatkowo doprawiamy solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Ja swoje klopsiki w sosie wymieszałam z ugotowanym makaronem i posypałam po wierzchu serem grana padano.
Zapraszam też na inne przepisy z mięsnymi klopsikami:
niedziela, 11 listopada 2012
Pasta z sera feta i pieczonej papryki - Htipiti
Htipiti to tradycyjna grecka pasta (dip) przygotowywana z sera feta oraz pieczonej papryki. Jest kremowa i lekko pikantna, moim zdanie bardzo smaczna :)
Z tą pastą po raz pierwszy spotkałam się w greckiej restauracji podczas tegorocznych wakacji w Trójmieście. Wraz z T. zamówiliśmy ją jako przystawkę. Podana została z chrupiącymi grzankami z białego pieczywa. bardzo przypadła nam do gustu. Postanowiłam przygotować ją samodzielnie w domu.
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam dwie wersje tej pasty. Pierwsza to pasta z użyciem kremowego serka, którą widziałam w bardzo wielu źródłach. Druga została przeze mnie uproszczona. Obie wersje pasty są bardzo smaczne, choć odrobinę się różnią :) Smacznego :)
Składniki (wersja 1):
(na podstawie tego przepisu)
400-450 g sera feta
120 g kremowego serka (np ricotty)
1 średnioostra papryczka
2 duże czerwone papryki
4 łyżki oliwy
3 łyżki soku z cytryny
1/4 łyżeczki słodkiej papryki
szczypta płatków papryki
Papryki kroimy na ćwiartki, usuwamy gniazda nasienne, układamy na kratce w nagrzanym piekarniku i opiekamy aż skórka sczernieje. Upieczoną paprykę wyjmujemy z piekarnika, przekładamy do miski i szczelnie przykrywamy (np folią spożywczą). Zostawiamy na kilka minut, a następnie odkrywamy i obieramy ze skórki.
Upieczony miąższ papryki kroimy w mniejsze kawałki. Papryczkę pozbawiamy nasion i kroimy w mniejsze kawałki. Ser feta kruszymy lub kroimy w grubszą kostkę. Do pojemnika malaksera przekładamy ser feta, kremowy ser, upieczoną paprykę, papryczkę, oliwę i sok z cytryny. Miksujemy. Dodajemy słodką paprykę i płatki. Miksujemy całość na gładko.
Składniki (wersja 2):
(wersja uproszczona wg mojego pomysłu)
400 g sera feta
2 duże czerwone papryki
4 łyżki oliwy
1/2 łyżeczki ostrej pasty paprykowej (np harissy lub innej)
1 łyżka soku z cytryny
1/4 łyżeczki słodkiej papryki
Z paprykami postępujemy tak samo jak w wersji 1. Papryki kroimy na ćwiartki, usuwamy gniazda nasienne, układamy na kratce w nagrzanym piekarniku i opiekamy aż skórka sczernieje. Upieczoną paprykę wyjmujemy z piekarnika, przekładamy do miski i szczelnie przykrywamy. Zostawiamy na kilka minut, a następnie odkrywamy i obieramy ze skórki.
Do malaksera przekładamy pokrojoną w kostkę fetę oraz pokrojoną w mniejsze kawałki pieczoną paprykę. Dodajemy pastę paprykową, oliwę i sok z cytryny. Całość miksujemy na gładką pastę.
Z tą pastą po raz pierwszy spotkałam się w greckiej restauracji podczas tegorocznych wakacji w Trójmieście. Wraz z T. zamówiliśmy ją jako przystawkę. Podana została z chrupiącymi grzankami z białego pieczywa. bardzo przypadła nam do gustu. Postanowiłam przygotować ją samodzielnie w domu.
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam dwie wersje tej pasty. Pierwsza to pasta z użyciem kremowego serka, którą widziałam w bardzo wielu źródłach. Druga została przeze mnie uproszczona. Obie wersje pasty są bardzo smaczne, choć odrobinę się różnią :) Smacznego :)
Składniki (wersja 1):
(na podstawie tego przepisu)
400-450 g sera feta
120 g kremowego serka (np ricotty)
1 średnioostra papryczka
2 duże czerwone papryki
4 łyżki oliwy
3 łyżki soku z cytryny
1/4 łyżeczki słodkiej papryki
szczypta płatków papryki
Papryki kroimy na ćwiartki, usuwamy gniazda nasienne, układamy na kratce w nagrzanym piekarniku i opiekamy aż skórka sczernieje. Upieczoną paprykę wyjmujemy z piekarnika, przekładamy do miski i szczelnie przykrywamy (np folią spożywczą). Zostawiamy na kilka minut, a następnie odkrywamy i obieramy ze skórki.
Upieczony miąższ papryki kroimy w mniejsze kawałki. Papryczkę pozbawiamy nasion i kroimy w mniejsze kawałki. Ser feta kruszymy lub kroimy w grubszą kostkę. Do pojemnika malaksera przekładamy ser feta, kremowy ser, upieczoną paprykę, papryczkę, oliwę i sok z cytryny. Miksujemy. Dodajemy słodką paprykę i płatki. Miksujemy całość na gładko.
Składniki (wersja 2):
(wersja uproszczona wg mojego pomysłu)
400 g sera feta
2 duże czerwone papryki
4 łyżki oliwy
1/2 łyżeczki ostrej pasty paprykowej (np harissy lub innej)
1 łyżka soku z cytryny
1/4 łyżeczki słodkiej papryki
Z paprykami postępujemy tak samo jak w wersji 1. Papryki kroimy na ćwiartki, usuwamy gniazda nasienne, układamy na kratce w nagrzanym piekarniku i opiekamy aż skórka sczernieje. Upieczoną paprykę wyjmujemy z piekarnika, przekładamy do miski i szczelnie przykrywamy. Zostawiamy na kilka minut, a następnie odkrywamy i obieramy ze skórki.
Do malaksera przekładamy pokrojoną w kostkę fetę oraz pokrojoną w mniejsze kawałki pieczoną paprykę. Dodajemy pastę paprykową, oliwę i sok z cytryny. Całość miksujemy na gładką pastę.
środa, 7 listopada 2012
Klopsiki z fasoli.
Takie kuleczki na jeden kęs są świetnym pomysłem na imprezową przekąskę. Można przygotować je jako wegetariańską alternatywę dla kuleczek mięsnych, do tego wszystkiego podać ze dwa czy trzy rodzaje dipów i możemy pałaszować ze smakiem.
Składnik (na ok. 18-20 kuleczek):
1/2 cebuli, pokrojonej w kostkę
2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę lub drobno posiekane
ok. 400 g odsączonej fasolki z puszki (ja wykorzystałam fasolę czarne oczko ze słoika)
2 łyżki oliwy
1 czubata łyżeczka pasty paprykowej
1/3 łyżeczki kminku
sól, pieprz
do panierki:
mąka, jajko, bułka tarta
olej do smażenia
Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oliwy i smażymy na niej cebulę do miękkości. Do prawie miękkiej cebuli dodajemy czosnek i smażymy go przez chwilę z cebulą. Cebulę i czosnek zdejmujemy z patelni i odstawiamy do przestygnięcia.
Odsączoną fasolkę miksujemy z 1 łyżką oliwy. Przekładamy do miski, łączymy z podsmażoną cebulą i czosnkiem, kminkiem oraz pastą paprykową. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Z otrzymanej masy formujemy małe kuleczki. Każdą z kuleczek obtaczamy w mące, której nadmiar strzepujemy. Obtoczone w mące kulki obtaczamy kolejną w roztrzepanym jajku oraz w bułce tartej.
Na patelni rozgrzewamy olej do smażenia. Smażymy na nim aż kuleczki będą pokryte złotą/brązową chrupiącą panierką.
Mała rada. Masa fasolowa ma konsystencję gęstej pasty. Jeśli chcemy by kuleczki nie rozpływały nam się w czasie smażenia warto zadbać by olej sięgał do połowy kuleczek. Dzięki temu po usmażeniu ich po obu stronach całe kulki będą pokryte chrupiącą panierką, a nie tylko ich spód i wierzch.
Takie przekąski najlepiej podawać jest z samodzielnie przygotowanymi dipami i bardzo Was do tego zachęcam. Jednak zdarza się, że na przyrządzenie dipu nie starczy nam już czasu - wtedy można sięgnąć po dobrej jakości dipy gotowe.
Klopsiki z fasoli podałam z dodatkiem dipu Hot Salsa marki Fine Food otrzymanego od Makro. Konsystencję ma zbliżoną do tartych pomidorów, nie wygląda jak sztucznie zagęszczany sos. Zapach wyraźnie pomidorowy (pomidory w sosie własnym stanowią 58% składu), widoczne i wyczuwalne kawałki cebuli oraz papryki. Jeśli chodzi o ostrość tego dipu to moim zdaniem jest umiarkowanie ostry. Jednak ja lubię ostre potrawy, więc by mnie poruszyć trzeba sporo więcej :) Ogólnie smak sosu jest w porządku, więc jeśli nie macie czasu lub ochoty na przyrządzenie własnego pikantnego dipu pomidorowego to warto wybrać ten marki Fine Food.
Składnik (na ok. 18-20 kuleczek):
1/2 cebuli, pokrojonej w kostkę
2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę lub drobno posiekane
ok. 400 g odsączonej fasolki z puszki (ja wykorzystałam fasolę czarne oczko ze słoika)
2 łyżki oliwy
1 czubata łyżeczka pasty paprykowej
1/3 łyżeczki kminku
sól, pieprz
do panierki:
mąka, jajko, bułka tarta
olej do smażenia
Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oliwy i smażymy na niej cebulę do miękkości. Do prawie miękkiej cebuli dodajemy czosnek i smażymy go przez chwilę z cebulą. Cebulę i czosnek zdejmujemy z patelni i odstawiamy do przestygnięcia.
Odsączoną fasolkę miksujemy z 1 łyżką oliwy. Przekładamy do miski, łączymy z podsmażoną cebulą i czosnkiem, kminkiem oraz pastą paprykową. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Z otrzymanej masy formujemy małe kuleczki. Każdą z kuleczek obtaczamy w mące, której nadmiar strzepujemy. Obtoczone w mące kulki obtaczamy kolejną w roztrzepanym jajku oraz w bułce tartej.
Na patelni rozgrzewamy olej do smażenia. Smażymy na nim aż kuleczki będą pokryte złotą/brązową chrupiącą panierką.
Mała rada. Masa fasolowa ma konsystencję gęstej pasty. Jeśli chcemy by kuleczki nie rozpływały nam się w czasie smażenia warto zadbać by olej sięgał do połowy kuleczek. Dzięki temu po usmażeniu ich po obu stronach całe kulki będą pokryte chrupiącą panierką, a nie tylko ich spód i wierzch.
Takie przekąski najlepiej podawać jest z samodzielnie przygotowanymi dipami i bardzo Was do tego zachęcam. Jednak zdarza się, że na przyrządzenie dipu nie starczy nam już czasu - wtedy można sięgnąć po dobrej jakości dipy gotowe.
Klopsiki z fasoli podałam z dodatkiem dipu Hot Salsa marki Fine Food otrzymanego od Makro. Konsystencję ma zbliżoną do tartych pomidorów, nie wygląda jak sztucznie zagęszczany sos. Zapach wyraźnie pomidorowy (pomidory w sosie własnym stanowią 58% składu), widoczne i wyczuwalne kawałki cebuli oraz papryki. Jeśli chodzi o ostrość tego dipu to moim zdaniem jest umiarkowanie ostry. Jednak ja lubię ostre potrawy, więc by mnie poruszyć trzeba sporo więcej :) Ogólnie smak sosu jest w porządku, więc jeśli nie macie czasu lub ochoty na przyrządzenie własnego pikantnego dipu pomidorowego to warto wybrać ten marki Fine Food.
Wraz z dipem Hot Salsa otrzymałam również dip serowy Nachos Cheese marki Fine Food. Zapewne wielu z Was znany jest jako dodatek do nachos czyli chipsów z meksykańskim rodowodem, serwowany m.in. w wielu kinach jako przekąska. Idąc tym tropem postanowiłam spróbować tego sosu zgodnie z przeznaczeniem czyli z nachosami. W przypadku tej oceny nie wiem czy potrafię być obiektywna. Staram się ograniczać używanie gotowych sosów jednak sos serowy do nachos bardzo lubię :) W związku z tym mogę powiedzieć, że mi smakowało i jeśli tak jak ja lubicie nachos z sosem serowym to ten wart jest spróbowania.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Bulion warzywny
Chcąc przygotować warzywną zupę, risotto czy inne dania często musimy skorzystać z bulionu. Ja jestem zwolenniczką stosowania prawdziwego bulionu, a nie kostek bulionowych, które przede wszystkim składają się z soli, a zawartość warzyw jest w nich znikoma. Przygotowanie takiej podstawy do zup i innych dań nie jest zbytnio skomplikowane. Myślę, że naprawdę warto jest zrobić to samodzielnie. Ugotowany w większej ilości bulion można przelać do różnych mniejszych pojemników i zamrozić. Dzięki temu, w momencie gdy będzie nam potrzebny po prostu wyjmiemy go z zamrażarki i rozmrozimy :)
Dzisiaj zapraszam Was na bardzo prosty bulion warzywny, który może stanowić bazę do wielu ciekawych zup i sosów. Tą konkretną porcję wykorzystałam do risotta z pieczoną dynią i serem oraz do zupy ziemniaczano-dyniowej. Ten bulion to taka wersja "najprostsza" - już wkrótce bardziej rozszerzone wersje :)
Składniki (na około 1 litr bulionu):
2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera (1/2 małego, 1/4 dużego)
kawałek imbiru (np 2 x 3 cm) - można pominąć, jeśli chcemy bardziej klasyczny smak
2-3 ząbki czosnku
2 liście laurowe
4-5 ziaren ziela angielskiego
1 łyżeczka ziaren pieprzu (lubię kolorowe ziarna, lecz można wykorzystać zwykły czarny pieprz)
kilka łusek od cebuli
sól
1.5 litra wody
Marchewki, pietruszkę oraz kawałek selera obieramy. Imbir obieramy i rozgniatamy tłuczkiem do mięsa. Ząbki czosnku obieramy z łupinek.
Marchewki, pietruszkę i seler wkładamy do garnka i zalewamy wodą. Doprowadzamy do wrzenia dodajemy łuski cebuli, czosnek, imbir, ziele angielskie, listki laurowe oraz ziarna pieprzu. Ponownie doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień. Na niewielkim ogniu, lekko przykryte gotujemy przez 70-80 minut. Po 25 minutach dodajemy pół łyżeczki soli. Po czasie gotowania dodatkowo dosalamy.
Dzisiaj zapraszam Was na bardzo prosty bulion warzywny, który może stanowić bazę do wielu ciekawych zup i sosów. Tą konkretną porcję wykorzystałam do risotta z pieczoną dynią i serem oraz do zupy ziemniaczano-dyniowej. Ten bulion to taka wersja "najprostsza" - już wkrótce bardziej rozszerzone wersje :)
Składniki (na około 1 litr bulionu):
2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera (1/2 małego, 1/4 dużego)
kawałek imbiru (np 2 x 3 cm) - można pominąć, jeśli chcemy bardziej klasyczny smak
2-3 ząbki czosnku
2 liście laurowe
4-5 ziaren ziela angielskiego
1 łyżeczka ziaren pieprzu (lubię kolorowe ziarna, lecz można wykorzystać zwykły czarny pieprz)
kilka łusek od cebuli
sól
1.5 litra wody
Marchewki, pietruszkę oraz kawałek selera obieramy. Imbir obieramy i rozgniatamy tłuczkiem do mięsa. Ząbki czosnku obieramy z łupinek.
Marchewki, pietruszkę i seler wkładamy do garnka i zalewamy wodą. Doprowadzamy do wrzenia dodajemy łuski cebuli, czosnek, imbir, ziele angielskie, listki laurowe oraz ziarna pieprzu. Ponownie doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień. Na niewielkim ogniu, lekko przykryte gotujemy przez 70-80 minut. Po 25 minutach dodajemy pół łyżeczki soli. Po czasie gotowania dodatkowo dosalamy.
sobota, 3 listopada 2012
Zupa ziemniaczano-dyniowa. I trochę o ziemniakach.
Właściwie odkąd zaczęłam gotować zastanawiało mnie czemu w naszym kraju, w którym na tak dużą skalę uprawia się ziemniaki tak ciężko kupić ich konkretną odmianę. Czytałam przepisy, w których polecano konkretne odmiany, oglądałam programy kulinarne, gdzie wykorzystywano odpowiednie ziemniaki i miałam nadzieję, że któregoś dnia w naszych sklepach również będzie można kupić taką odmianę, na jaką będziemy mieli ochotę. Do dziś wspominam pewne pomidorowe gnocchi, które za nic nie chciały mi wyjść z powodu nieodpowiedniej odmiany ziemniaków, którą do nich wykorzystałam.
Na szczęście to wszystko się zmienia. Już nie będą nam wszędzie próbowali każdego ziemniaka wcisnąć jako irgę czy irysa. W sprzedaży pojawiają się woreczki z informacją o odmianach, a jedna z dużych sieci sklepów reklamuje sprzedawaną różnorodność w telewizji. Niektóre z firm dostarczających ziemniaki podają na woreczkach informację do czego najlepiej spożytkować konkretną odmianę. To mi się podoba i mam nadzieję, że wkrótce każdy sprzedawca i sklep będzie nas o tym informował :)
Mówiąc najbardziej ogólnie w przypadku ziemniaków jadalnych wyróżniamy 4 podstawowe typy:
TYP A - typ sałatkowy - należą do niego odmiany twarde, nie rozgotowujące się - te ziemniaki idealne są na sałatki, do mrożenia a także do smażenia, np. Agata (AB), Almera, Impala, Irys, Satina,Vineta(AB)
TYP B - typ ogólnoużytkowy - ziemniaki o lekko wilgotnym i lekko mączystym miąższu, świetne do codziennego użytku kulinarnego, dobre do stosowania w zupach, puree, plackach, np. Cyprian, Gala, Irga, Jelly
TYP C - typ mączysty - do tego typu kwalifikują się suche ziemniaki, łatwo rozgotowujące się, można z nich przyrządzać kluski, pyzy, puree, świetnie pasują do zup kremów, chipsów, np. Augusta(BC), Cekin, Innowator,
TYP D - typ bardzo mączysty, rozgotowujący się, o bardzo suchym miąższu, ich zastosowanie kulinarne jest znikome, właściwie się z nich nie korzysta
Wyróżnia się też typy pochodne, np. AB, BC :)
Po szczegółową listę odmian wraz z wyszczególnieniem odpowiednich wykorzystań kulinarnych zapraszam na stronę Stowarzyszenia Polski Ziemniak.
Jednocześnie zachęcam Was byście kupując ziemniaki w małych sklepach, na targowiskach czy zwykłych warzywnych stoiskach dopytywali się jaką odmianę kupujecie. Pokażmy sprzedawcom, że takie rzeczy nas interesują. Skłońmy ich do zmiany nastawienia. Niech ziemniak nie będzie tylko ziemniakiem, niech będzie konkretnym warzywem :)
A teraz przejdźmy do gotowania... :) Po gotowanym ostatnio risotto z pieczoną dynią zostało mi pół litra warzywnego bulionu. Miałam również kawałek dyni. Na początku pomyślałam o ugotowaniu zupy dyniowej z pieczonym czosnkiem. Niestety miąższu dyni nie wystarczyłoby na ugotowanie zupy dyniowej, a nie chciałam dla małego kawałeczka rozkrajać kolejnej sztuki. W czasie rozmowy jedna ze znajomych blogerek - Maggie zasugerowała dodatek ziemniaka. Pomyślałam sobie - czemu nie. Połączyłam smak pieczonej dyni oraz pieczonego czosnku z kremowym ziemniakiem. Dodatkowo doprawiłam całość świeżym imbirem. Powstała bardzo kremowa, smaczna zupa, o delikatnie pomarańczowym odcieniu.
Składniki (na ok. 3 porcje):
350 g ziemniaków (ja wykorzystałam odmianę Red Fantasy, o czerwonej skórce, typ B)
250 g miąższu dyni, pokrojonego w kostkę
4-5 ząbków czosnku (polskiego!)
1/2 cebuli, pokrojonej w kostkę
1 łyżka posiekanego świeżego imbiru
500 ml bulionu warzywnego, gorącego
sól, czarny pieprz
1/2 łyżeczki suszonego estragonu
2 łyżki oliwy
Pokrojoną dynię oraz ząbki czosnku (bez obierania z łupinek) mieszamy z 1 łyżką oliwy, estragonem. Dodajemy sól i trochę świeżo mielonego pieprzu. Wykładamy na blaszkę (ja dodatkowo wykładam ją papierem do pieczenia) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy aż zarówno dynia jak i czosnek będą miękkie.
Ziemniaki myjemy, obieramy i kroimy w niewielką kostkę. W międzyczasie w garnku obsmażamy na oliwie cebulę oraz imbir. Gdy cebula będzie miękka dodajemy do garnka ziemniaki i obsmażamy je przez chwilę. Zalewamy gorącym bulionem, doprowadzamy do wrzenia. Gdy bulion z ziemniakami zawrze zmniejszamy ogień pod garnkiem, przykrywamy garnek pokrywką i gotujemy aż ziemniaki będą miękkie.
Upieczoną dynię wyjmujemy z piekarnika. Oddzielamy od dyni ząbki czosnku, zdejmujemy z nich łupinki, a same ząbki rozgniatamy widelcem na pastę. Gdy ziemniaki gotujące się w bulionie będą miękkie dodajemy do nich upieczoną dynię oraz pastę z czosnku. Mieszamy, gotujemy całość razem jeszcze przez 5-7 minut. Po tym czasie zupę zdejmujemy z ognia i miksujemy na krem.
Ja swoją zupę podałam z tymiankowymi grzankami. Można ją też podać z groszkiem ptysiowym.
W sporządzeniu krótkiej ziemniaczanej notki pomogła mi strona Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego oraz materiały przygotowane i udostępniane przez Stowarzyszenie Polski Ziemniak oraz Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin, oddział w Jadwisinie.
czwartek, 1 listopada 2012
"Nie rzucaj mięsem! ...do kosza" czyli warsztaty niemarnowania jedzenia
W zeszłym tygodniu miałam okazję uczestniczyć w warsztatach kulinarnych organizowanych przez Banki Żywności w ramach projektu Nie marnuj jedzenia. Warsztaty odbywały się pod hasłem "Nie rzucaj mięsem! ... do kosza" i odbywały się w Warszawskiej Akademii Kulinarnej przy pl. Szembeka 4a. Nad całością wydarzenia czuwał Robert Harna, przedstawiciel młodych polskich kucharzy, będący głównym pomysłodawcą powstania Warszawskiej Akademii Kulinarnej.
Zgodnie z badaniami wykonanymi na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności 30% Polaków przyznaje się do wyrzucania żywności. Jednak jestem przekonana (i nie tylko ja), że ten procent jest dużo, dużo większy - po prostu ludziom wstyd się do tego przyznać. Wśród najczęściej wyrzucanych produktów znajdują się wędliny (po pieczywie i warzywach trzeci najczęściej marnowany produkt) oraz nieprzetworzone mięso (dziewiąte miejsce).
Marnowanie żywności to bardzo ważna sprawa o której powinniśmy jak najwięcej mówić. Nie będę Wam mówić, że jestem święta i nic nie wyrzucam. Niestety tak nie jest, ale staram się zminimalizować to zjawisko przez wykorzystywanie wszystkiego do końca, wymyślanie produktów z "resztek", które często stanowią pełnowartościowy produkt, dla którego można znaleźć ciekawe zastosowanie.
Nasze spotkanie zaczęliśmy od powitania i przedstawienia się. Poza grupą kulinarnych blogerek na warsztatach znalazły się też laureatki konkursu organizowanego na fanpage'u "Nie marnuj jedzenia" oraz wolontariusze Banków Żywności. Poza przedstawieniem się każdy podzielił się z resztą swoimi metodami na nie marnowanie żywności. Wśród podanych pomysłów znalazło się: mrożenie produktów, chodzenie na zakupy z konkretną listą, kupowanie niewielkich ilości, robienie zakupów tylko raz w tygodniu, przygotowywanie zup, przygotowywanie różnych dań makaronowych oraz dań z woka (do których można wykorzystać bardzo wiele produktów) oraz inne.
Następnie podzieleni na grupy zabraliśmy się do gotowania. Pierwszym zadaniem było przyrządzenie dania z przepisu przygotowanego przez Roberta Harnę dokonując zmian wg naszego gustu. Jako że warsztaty odbywały się tego samego dnia co Światowy Dzień Makaronu, wszystkie dania były makaronowe. Mojej grupie przypadło przygotowanie makaronu z grillowanymi warzywami oraz upieczoną wieprzowiną. W czasie całego gotowania Robert Harna służył nam radą i pomocą oraz podkreślał jak istotne jest korzystanie z warzyw sezonowych.
Po zjedzeniu pierwszych dań przystąpiliśmy do dalszej pracy. Tym razem każda z grup otrzymała torbę produktów, które mieliśmy wykorzystać do przygotowania dania. W naszej torbie były m.in. dynia, marchewki, pomidory, imbir, czosnek, słodka śmietanka 30%. Przygotowałyśmy delikatną zupę z dyni, marchewki i pomidorów, z mleczkiem kokosowym oraz imbirem. A poza tym jedna z nas - Magda, mająca wielką ochotę na coś słodkiego przyrządziła deser: karmelizowaną dynię oraz gruszkę, podane z bitą śmietaną, sosem balsamico o smaku figowym oraz prażonymi płatkami migdałów.
A oto dania przygotowane przez pozostałe grupy.
Zgodnie z badaniami wykonanymi na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności 30% Polaków przyznaje się do wyrzucania żywności. Jednak jestem przekonana (i nie tylko ja), że ten procent jest dużo, dużo większy - po prostu ludziom wstyd się do tego przyznać. Wśród najczęściej wyrzucanych produktów znajdują się wędliny (po pieczywie i warzywach trzeci najczęściej marnowany produkt) oraz nieprzetworzone mięso (dziewiąte miejsce).
Marnowanie żywności to bardzo ważna sprawa o której powinniśmy jak najwięcej mówić. Nie będę Wam mówić, że jestem święta i nic nie wyrzucam. Niestety tak nie jest, ale staram się zminimalizować to zjawisko przez wykorzystywanie wszystkiego do końca, wymyślanie produktów z "resztek", które często stanowią pełnowartościowy produkt, dla którego można znaleźć ciekawe zastosowanie.
Nasze spotkanie zaczęliśmy od powitania i przedstawienia się. Poza grupą kulinarnych blogerek na warsztatach znalazły się też laureatki konkursu organizowanego na fanpage'u "Nie marnuj jedzenia" oraz wolontariusze Banków Żywności. Poza przedstawieniem się każdy podzielił się z resztą swoimi metodami na nie marnowanie żywności. Wśród podanych pomysłów znalazło się: mrożenie produktów, chodzenie na zakupy z konkretną listą, kupowanie niewielkich ilości, robienie zakupów tylko raz w tygodniu, przygotowywanie zup, przygotowywanie różnych dań makaronowych oraz dań z woka (do których można wykorzystać bardzo wiele produktów) oraz inne.
Następnie podzieleni na grupy zabraliśmy się do gotowania. Pierwszym zadaniem było przyrządzenie dania z przepisu przygotowanego przez Roberta Harnę dokonując zmian wg naszego gustu. Jako że warsztaty odbywały się tego samego dnia co Światowy Dzień Makaronu, wszystkie dania były makaronowe. Mojej grupie przypadło przygotowanie makaronu z grillowanymi warzywami oraz upieczoną wieprzowiną. W czasie całego gotowania Robert Harna służył nam radą i pomocą oraz podkreślał jak istotne jest korzystanie z warzyw sezonowych.
Sos z pieczoną wieprzowiną oraz grillowane warzywa przygotowane do wymieszania z makaronem.
Karmelizowanie dyni oraz gruszki do deseru "Jesienna randka"
Zupa z dyni, marchewki i pomidorów, z mleczkiem kokosowym i imbirem.
Deser "Jesienna randka" przed posypaniem prażonymi migdałami.
A oto dania przygotowane przez pozostałe grupy.
Dziękuję Bankom Żywności za umożliwienie udziału w warsztatach. Mam nadzieję, że działalność Banków oraz mówienie o problemie marnowania żywności pozwoli na poprawianie tej sytuacji i coraz mniej jedzenia będzie lądowało w koszu na śmieci. Was wszystkich zachęcam do zainteresowania się działalnością Banków Żywności, a może jeśli macie w sobie nadmiar pozytywnej energii i chęć pomocy będziecie mieli ochotę zostać wolontariuszami?
A teraz ode mnie kilka pomysłów na wykorzystanie produktów, które leżą w waszej lodówce i nie macie na nie pomysłu:
1. ugotowany wcześniej ryż
2. ugotowana wcześniej kasza
3. upieczona w całości karkówka lub inne mięso
4. pieczywo
5. wędliny, wędzonka
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















